Wyprawa do Zofinina

Trudna to sprawa jeśli chciałoby się spędzić ostatni dzień wiosennych ferii poza domem, a tymczasem za oknami szaleje wichura, na przemian pada deszcz i śnieg, a z rzadka tylko zza gęstych chmur wychyla się słońce.

Najpierw spróbowałam po najmniejszej linii oporu – wpisałam w wyszukiwarkę hasło „atrakcje turystyczne powiatu wołomińskiego”. Ale kiedy ze względu na warunki pogodowe odrzuciłam leśne rezerwaty to wyszło, że w naszej okolicy jedynymi atrakcjami są kościoły, bazyliki oraz muzeum Bitwy Warszawskiej… Ponieważ te propozycje ani mi, ani Zosi nie wydały się interesujące, szukałam dalej.

Pomyślałam, że mogłybyśmy zrobić sobie objazdówkę po okołowołomińskim „interiorze”, podziwiając krajobrazy z wnętrza samochodu i wysiadając jeśli zobaczymy coś ciekawego. Pozostało tylko wyznaczyć trasę. Na stronie mazowieckiego PTTK znalazłam szlak rowerowy https://mazowsze.szlaki.pttk.pl/974-pttk-mazowsze…, którego jednym z punktów była miejscowość Zofinin – znalazł się więc leitmotiv naszej wyprawy 😊

Spontanicznie zgarnęłyśmy jeszcze do samochodu sąsiadkę i ruszyłyśmy w drogę.

Wycieczkę planowałyśmy na 2 godziny, nie przewidując zbyt częstego wysiadania z samochodu – wszak przewodniki milczą na temat jakiejkolwiek Prawdziwej Atrakcji w tym rejonie. Tymczasem z samochodu wysiadałyśmy właściwie co chwilę, co sprawiło, że musiałyśmy drastycznie skrócić trasę prawie o połowę.

Spędziłyśmy chwilę nad malowniczo meandrującym w miejscowości Sekłak Liwcem, niedaleko Podbala oglądałyśmy żurawie i kaczki w jakiegoś rodzaju mini-zoo, podziwiałyśmy przepiękne kaczeńce w przydrożnych rowach oraz puszyste kwiatostany pałki wodnej w maleńkim strumyku niedaleko Podmyszadeł. Zofinin nie zachwycił nas urodą, ale już położona tuż obok Strachówka dała nam możliwość zakosztowania odrobiny urbexowych emocji podczas zwiedzania terenu opuszczonej szkoły. Zresztą, tereny przez które przejeżdżałyśmy, obfitowały w pustostany więc jeśli ktoś lubi te klimaty, jest tam co pozwiedzać.

Na koniec, gdzieś pod Krawcowizną, spotkałyśmy stado przesympatycznych koni, które z wielką ochotą pałaszowały zrywane dla nich „bukieciki” ze świeżej, soczystej trawy.

I cóż. Żadne z tych miejsc nie było w jakikolwiek sposób oznaczone na Google Maps, ani wymienione gdziekolwiek jako coś interesującego. Ale zarówno mi, jak i dziewczynom, wyprawa bardzo się podobała, myślę, że jeszcze nie raz strona https://mazowsze.szlaki.pttk.pl/ posłuży mi za inspirację przy planowaniu kolejnych wypadów. Wszystkim szukającym pomysłów na wolny dzień polecam serdecznie!

plan trasy
Liwiec
żurawia zagroda
kwiatostany pałki wodnej
cel wyprawy
straszny urbex w Strachówce
koniki
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.